18 marca 2017

Zwierzątko? Czy pasożyt?

Znów o faunie będzie...
Jest taka książeczka dla dzieci „W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko” i jest zasadniczo o odczuwaniu głodu i sytości. Urocza i rozczulająca historyjka.
No więc, ja też mam w swoim brzuchu zwierzątko. Obleśnego, obrzydliwego pasożyta. 
Nazywa się strach.
Strach mieszka w żołądku i ma macki, które rozpostarł w każdy zakamarek przewodu pokarmowego. Szarpie nimi według swoich upodobań. 
No więc szarpie za te macki wyciągnięte do gardła i nagle wysychają usta i tak trudno ślinę przełknąć.
Szarpnie za inne – a toaleta staje się drugim domem.
Szarpnie kolejne – i już zamiast mózgu bulgocze różowa galareta.



I miesza. I kręci.
Że nie umiesz, że nie dasz rady, że nie potrafisz, że się nie nadajesz.
Że za trudne, że za daleko, że niemożliwe.
Że lepiej siedzieć cicho, bo może być gorzej.
Że nie warto ryzykować, bo się okaże, że nie ma w Tobie nic dobrego, co myślałaś, że jest.
Że najlepiej niech zrobią to inni – bo oni wiedzą lepiej.
Niech oni zadecydują i wybiorą – bo ja taka głupia i taka mała.
Zdumiewające jest, jak to możliwe tak pastwić się nad sobą. Gdybym mogła popatrzeć na siebie z boku, poczułabym współczucie do tego zaszczutego stworzenia i złość na tego nazistę, który tak bezwzględnie odbiera radość.
Gdybym mogła połknąć pastylkę na pasożyty.
Żeby już wydalić go bezpowrotnie. 
W terapii AA jest taka maksyma, mówiąca o tym, żeby zmienić co zmienić można, zaakceptować to, czego nie da się zmienić, i mądrość, by odróżnić jedno od drugiego. 
No więc - nie da się usunąć, to może zaakceptować trzeba? Oswoić "aliena", by nie siał zniszczenia. Nakarmić? Napoić? Przytulić? Kto oswoił pasożyta i przemienił w zwierzątko - może jakieś doświadczenia do podzielenia? Inspiracje?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza