4 kwietnia 2017

Pożytek z krzątawicy

Macie też taką chorobę?
Obajwia się niekontrolowaną wręcz potrzebą porządkowania: zagarniać, ogarniać, odgruzowywać, składać i wkładać, zmywać, szorować, segregować i ścielić. Do upadłego, do skłócenia całej rodziny, do połamanych paznokci.
Symptomy nasilają się wraz z ilością kłopotów do rozwiązania. Im więcej na głowie - tym jaśniej kuchenka błyszczy.
Odmianą krzątawicy jest ogrodnica postępująca - byle ciepła więcej na dworze - a osoba zakażona jej wirusem - wpada do ogródka, w skrzynki balkonowe albo w inne przestrzenie zielone i ryje.
W ziemi, w korzeniach, szarpiąc chwasty, grabiąc zgniłe liście.
I pięknie - efekty tej choroby są wielce porządane - cebulki w ziemi, liście na kompostowniku, chwasty...eeee tam, gdzie ich miejsce.


Koszty - zdaje się - niewielkie. Bo i człowiek się zmęczył i ma poczucie, że nie zmarnował czasu, i ma poczucie, że to pożyteczne było.
Tylko skąd ten skurcz żołądka, że jednak to jakaś ucieczka? Skąd to przeświadczenie, że to trochę jak głowa w piasek?
Porządkując rzeczywistość, nie uporządkuje się świata wewnętrznego.
Wyrywając chwasty - nie wyrwie się tych, które zapuściły korzenie głęboko, wewnątrz nas.
A jednak - czasem dobrze w taki stan popaść.
Wówczas - choć trochę - świat zyskuje z chaosu i nieuporządkowania jego mieszkańców.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza