31 marca 2018

Metoda FELDENKRAISA w Gdańsku




Metoda Feldenkraisa to praktyka rozwoju osobistego oraz metoda rehabilitacji ruchowej.
Opracowana przez dr. fizyki i inżyniera Moshe Feldenkraisa, jednego z pierwszych Europejczyków posiadających czarny pas w judo. Zainspirowany neurobiologią, wschodnimi sztukami walki oraz naturalnym ruchem dzieci i zwierząt Feldenkrais opracował kilkaset lekcji ruchowych. Każdy z nas może z nich korzystać samodzielnie, bez żadnego drogiego sprzętu, bez względu na wiek i kondycję fizyczną. Wystarczy ciekawość.

Najbliższy termin warsztatów w Gdańsku: 7-8 kwietnia 2018
Prowadzi Paweł Wójtowicz

To jak się ruszasz wpływa na to jak się czujesz, myślisz i działasz.

Na początku był ruch. Jako niemowlęta poruszamy głową, nogami, rękoma, krzyczymy, ssiemy. Nikt nas tego nie uczy, uczymy się sami, indywidualnie, spontanicznie. Potem uczymy się bardziej złożonych ruchów: przetaczamy się na bok, turlamy, pełzamy, raczkujemy, siadamy, wstajemy, chodzimy, biegamy. Podczas nauki nasz układ nerwowy rozwija się, tworzą się i wzmacniają połączenia między neuronami. Kształtują się podstawy naszego charakteru. Pojawiają się emocje, a później myśli i refleksje. Także intencje. Próbujemy zgodnie z nimi działać – chwycić upatrzoną zabawkę. Uczymy się kierować sobą.
więcej informacji: http://www.klinikastresu.com.pl/?page_id=3117

12 marca 2018

Co zrobić, by ucieszyć się na swój widok w lustrze?


Kilka bardzo subiektywnych refleksji po książce Malwiny Huńczak, Zaakceptuj siebie; O sile samowspółczucia.

Samowspółczucie. Cóż za dziwne słowo – że się samemu, jak Zosia-samosia jest i że się nikogo nie potrzebuje! Ot, tupnę nogą i samej sobie powspółczuję, a co!
I jeszcze trochę brzmi nieprzywoicie - że jest się samemu sobie wystarczalnym. Człowiek pochyli się nad sobą samym i tak litościwie, jak Matka Boska nie przymierzając – spojrzy na to ludzkie życiątko. Oj biedne biedne. Oj oj oj.
Brzmi tak niemęsko. Nie-dumnie.  Tak… pogardliwie…
Tymczasem, jeśli odrzuci się cały ten idiotyczny ciąg skojarzeń – rodzi się bardzo proste pytanie: jak to jest możliwe, że wkładamy tyle starań w zadowolenie szefa, w szczęście dziecka, w radość bliskich – dając tak dużo innym i zaniedbujemy dobrą relację z samym sobą?
Traktujemy sami siebie często jak oczywistość – twór rozciągnięty w czasie posklejany tożsamością jak butaprenem ze swoimi myślami, przeżyciami, doświadczeniami. Niestety ta oczywistość daleka jest od ideału. Nie taka, nie do końca, nie bardzo. 
Co zrobić, by ucieszyć się na swój widok w lustrze? Jak tęsknić do czasu, który można spędzić z samemu ze sobą? Jak umieć odczuć troskę i miłość do siebie – jak do swojego najlepszego przyjaciela? Jak życzyć sobie jak najlepiej?

źródło
Książka, którą podsunęła mi Efa*, jest właśnie o tym.
I z jednej strony męczyłam się okropnie, czytając ją – bo książka wydała mi się… nudna, i to absolutnie nie dlatego, że z samoakceptacją nie mam żadnych problemów.
Definicje, polecenia z podręczników psychologii, testy, które są oczywiste, rady, które irytują („Bądź troskliwy dla siebie”, „Zauważaj i akceptuj trudne myśli” – gdybym potrafiła je zaakceptować, pewnie nie potrzebowałabym takiego poradnika), szereg rzeczy, które kazały mi się zastanawiać – właściwie dla kogo jest ta książka?
Czy jest to podręcznik? Poradnik? Skrypt? Być może mój wewnętrzny krytyk kazał odbierać tę książkę jako suchą i cholernie rzetelną opowieść o tym, jak to prosto jest zmienić swoje myślenie o sobie.  Trochę jak w amerykańskich filmach – że jest źle, ale ktoś ci mówi, żebyś tego nie robił i już! pstryk! - jest dobrze. 
Z drugiej jednak strony, książka ruszyła coś, co rosło i puchło we mnie od wielu lat. Jak można starać się zadowalać innych, nie dbając o swoje zadowolenie, nie myśląc o sobie? I nie ma to nic wspólnego z egocentryzmem, ale o zdrowej relacji  ze swoim najlepszym przyjacielem – ze mną. I za to i Efie, i autorce książki jestem ogromnie wdzięczna.
Nie wprowadzam jakiś specjalnie rewolucyjnych zmian w swoim życiu, nie prowadzę dziennika współczucia, ale dzięki przeczytaniu tej książki przychodzi mi do głowy, że może już najwyższy czas, by mieć siebie po swojej stronie. I że nie ma co się obwiniać, oskarżać, mieć wiecznie żal do siebie – jak skwaszona żona z pretensjami do nudnego męża.
Jest fajnie. Jestem fajna.

*a tak właściwie wydawnictwo Samo Sedno (przyp. Efa :-)

22 lutego 2018

Medytacja otwierająca - medytacja miękkiego brzucha



Medytacja miękkiego brzucha to praktyka otwierająca, rozluźnia napięcie mięsni brzucha, narządów wewnętrznych brzucha oraz rozluźnia serce.
Zmiękcza opór i poszerza przestrzeń odczuwania
Gdy będziesz stosować tę praktykę regularnie zlikwidujesz blokady i dotrzesz do swojej pierwotnej przestrzeni, uwolnisz się od przywiązań, zrobisz w ciele miejsce na całe swoje odczuwanie, na całe swoje życie.
Zapraszam do wspólnej praktyki
Ewa Kaian

20 stycznia 2018

Brak pracy domowej

Uważność – profity z niej są ogromne. 
Podnosi jakość życia, pomaga widzieć innych ludzi w ich pełnym bogactwie zalet i wad, ułatwia codzienność, sprawia, że nie trzeba szukać odpowiedzi na pytania typu: gdzie stoi zaparkowany samochód, gdzie leżą kluczyki i czy na pewno wyłączyłam światło w łazience.



Tak, zdecydowanie lepiej być osobą uważną niż nieuważną.
Ale w życiu nic nie ma za darmo. Wszystko, co dobre, ma swoją cenę.
Profity, które uważność oferuje, wymagają sporo wysiłku. Uważność jest żmudna, monotonna, zmuszająca do nieustannej pracy. 
Jednak kiedy już raz zdecydujesz się spróbować żyć uważnie i posmakujesz tego, i zobaczysz, jak rzeczy skomplikowane stają się proste - zrozumiesz, że nie sposób tęsknić do życia bez uważności. Bo nie ma do czego.
Nawet ludziom, którzy przepracowali uczciwe cały kurs MBSR, zdarza się wpaść w dawne koleiny – bezrefleksyjności, zawieszenia na rzeczach jeszcze albo już nieistniejących. 
I wtedy co się dzieje? Wtedy taki człowiek musi zmierzyć się z jeszcze jednym doświadczeniem – zawstydzeniem. Najzwyczajniej w świecie jest ci wtedy głupio - przed samym sobą. Jak uczniowi, który nie odrobił pracy domowej. Że się rozleniwił, że wybrał to, co znane i wygodne, choć niekoniecznie dobre i rozwojowe.  
No to bierze sobie człowiek uważny-ale-tylko-czasami - to swoje zawstydzenie na stół roboczy, siada i patrzy. Jakie ono, jak smakuje, jak z tym zawstydzeniem się żyje? 
Patrzy na te swoje wyrzuty sumienia, że gdyby był uważny, to by przecież nie namieszał tyle, i że przecież WIE, co to znaczy być osobą uważną i że gdyby był WTEDY uważny to by mandatu za prędkość ani rozlanej kawy na dokumenty nie było... To by zobaczył, że tratuje czyjeś uczucia swoją protekcjonalnością i że bez problemu rozróżniłby czas, gdy lepiej jest przytulić niż się mądrzyć. 

Bo – jak mówi Jon Kabat-Zinn, nie ma lepszego momentu na bycie uważnym niż ten, który właśnie jest. 

22 listopada 2017

Nuda

Nuda.
Czy to coś złego – nudzić się?  Mój dziadek gorszył się, gdy jako dziecko prosiłam go, by wyszedł ze mną na dwór albo pozwolił choć pobawić się na balkonie – bo się nudzę. "Tylko mało inteligentny człowiek nudzi się sam ze sobą!" – mawiał. Robiło mi się wówczas wstyd i głupio, no bo przecież nie myślałam wówczas o sobie, że mogę być nieinteligentna. O swoim rozumie – w ogóle wówczas nie myślałam – jeśli mam być szczera.

No to więc ta nuda – to taki obciach? Kiedy umysł błąka się po powierzchni sprawy – płaskiej jak andrut – gdy nie ma o co zahaczyć jego pazurków, ani na ząb wgryźć się w materię. Bo gdy już się nawet wgryzie – okazuje się, że nie ma drugiego dna. Żadnego dna nie ma. Andrut się kończy, a po drugiej stronie jest – dziura po andrucie.

                                          (źródło)

No to się umysł znów rozczarowuje i błąkać zaczyna.
Na manowce. Zsuwa się mimochodem, niby że nie, ale jednak zjeżdża gdzieś w rejony nudy mniejszej.
I wydziwia. I wymyśla.

A gdyby tak wstać i wyjść? Nie tylko umysłem, którego dawno już nie ma w tej sali. Ale tak z całym dobrodziejstwem inwentarza. Wyjść i pójść – wbrew pogodzie, opiniom, konsekwencjom. Wyjść na mroźne powietrze, na ten smog zabójczy, wspiąć się na najwyższą górę i zostać tam do końca świata?

A gdyby tak zjechać z tego krzesła twardego – niżej, na podłogę, niżej, niżej pod klepki, pod kurz i beton, do jaskiń, przeryć się do samego jądra Ziemi. Ogrzać się od niego, rozżarzyć?

Anihilować się – świadomość rozpuścić w atomach drgającego powietrza, rozbryzgnąć się po ścianach, po sercach – po głowach innych ludzi i zobaczyć, jak to jest, że oni się nie nudzą. Że im to odpowiada, że się cieszą i że mają dużo do powiedzenia.


Pozadraszczam im serdecznie. I znów dziadek przychodzi do głowy, że może jednak nieinajinteligentniejsze ze mnie stworzenie, skoro nuda dopadła tak dotkliwie, że nie ma zmiłuj. 

22 września 2017

Lekarstwo starej ciotki



No właśnie. Rutyna. Brzmi trochę jak lekarstwo podawane przez starą ciotkę - na wszelkie dolegliwości.
Tu by człowiek tak chciał machnąć skrzydłami, się wznieść i eksplodować w słońcu, a ta ciotka ze swoją rutyną przydreptuje, wciska na głowę berecik, daje jabłko na drogę i nie bacząc na protesty -  wysyła w codzienność.
Bez rutyny nie ma bezpieczeństwa. Dzieci bez codziennych rytuałów, powtarzalnych czynności tracą pewność, są pogubione. Cykliczność, powtarzalność dają nadzieję na to, że jest jakiś porządek w świecie, że na wszystko jest czas i miejsce.

Nie ma mistrza, który by nie prowadził rutynowego życia.
Nikt nie chudnie po jednym treningu, zostaje oświecony po jednej sesji medytacyjnej czy czyta Szekspira w oryginale po jednej lekcji angielskiego.

Efekt wynika z codziennej, powtarzalnej pracy.

A z drugiej strony - to doświadczenie życia psa łańcuchowego. Praca - dom. Praca - o weekend! - no to zakupy i jakiś kościół. Hau hau! - obszczekujemy szalone okazje, niespodziewane zwroty akcji, które przecież wydarzają się codziennie.

Przedawkowanie każdego lekarstwa - nawet podawanego przez kochającą ciotkę - może być śmiertelne.

7 września 2017

Mindfulness w życiu pełnym katastrof

Mindfulness to nie obniżanie stresu dla lepszego samopoczucia. To wykorzystanie naszego życia do tworzenia piękna tego świata, dobra, pomyślności i zdrowia, a także kreowania i wyobraźni, i wreszcie miłości. Wszystko to jest jednym i tym samym.
Jon Kabat-Zinn




Miałam w czerwcu wyjątkową możliwość uczestniczenia w seminarium „Mindfulness-Based Interventions from the Inside: A Day-Long Laboratory of Practice, Inquiry and Fine-Tuning” dla nauczycieli MBSR/MBCT prowadzonego przez Jon Kabat Zinna w Imperial College London, gdzie spotkali się nauczyciele mindfulness z całego świata.

Jon podkreślał jak ważne jest codzienne praktykowanie uważności, dzięki której jesteśmy dostrojeni do codziennych naszych obowiązków i zajęć. Wskazywał, że nasza praktyka mimo że indywidualna, jest też dla innych, należy do całego wszechświata i przyczynia się tworzenia piękna i pokoju. Prosił, aby nie mylić mindfulnessu z obniżaniem stresu i napięcia, ale widzieć w tej praktyce otwarcie na siebie i innych, akceptację i miłość. Nie chodzi o naprawianie siebie, czy umilanie sobie życia, ale głębokie rozpoznanie na czym polega cierpienie i pozwolenie wydarzeniom na dzianie się tak jak się dzieją.

Zapraszamy do naszego Centrum na kolejne edycje treningu Mindfulness-Based Stress Reduction MBSR w Gdańsku.
http://www.klinikastresu.com.pl/?page_id=50

Ewa Kaian